Zorganizuj się przed latem! #3 jak OSIĄGAĆ duże cele?

 

Ah te nasze cele! Często zamiast radości i satysfakcji z ich osiągnięcia, przynoszą nam zupełne przeciwieństwo. Rozczarowanie, zawód… A to przecież o to pierwsze chodzi! Czasem ustalamy je pod wpływem impulsu, trochę nieświadomie. Bo w filmie to fajnie wyglądało, bo inni tak robią. Zdarza się też, że do celu musimy dojrzeć.

 

 

Ale suma sumarum… Decyzja zapada… A co mi tam!

 

 

Zaczynam biegać! Za miesiąc przebiegnę 5 km bez przerwy! Nie! 10! Albo w ogóle cały maraton! I już widzisz ten medal, te oklaski na mecie, te swoje super-umięśnione nogi biegacza, tę zazdrość i podziw w oczach znajomych, którzy sami by się na to nie zdobyli. Ale ty to zrobisz! Następnego dnia, wstajesz więc grzecznie o 6 rano i biegniesz ledwo żywy całe 2 kilometry z kilkoma przerwami. Jest duma! Maratonie – przybywam!  Kolejnego ranka powtarzasz swój sukces. Może nawet uda Ci się postępować podobnie przez cały tydzień? Ale potem… nie wiedzieć czemu, wszystko jakoś tak samo wygasa, buty idą w kąt…  A to jednego dnia miałeś ogromne zakwasy, innym razem dały się we znaki wszystkie drinki wypite poprzedniego wieczoru, a potem to już ci się tak nie chciało, że grzechem byłoby się zmuszać, skoro ty po prostu nie chcesz tego robić. I w ogóle po co ci jakiś głupi maraton?! Jest dobrze tak jak jest.

 

 

 

 

No właśnie… Ale czy na pewno?

 

 

Osiąganie dużych celów – a przez duże, mam na myśli takie, których nie osiągniesz w przeciągu tygodnia – jest problematyczne.  Ale jakby się nad tym głębiej zastanowić – może nie aż tak jak nam się wydaje? Bo przecież da się. Sam pewnie znasz osoby, które zrobiły coś wow, coś co wymagało od nich sporej ilości wysiłku i samozaparcia, a po wszystkim – o dziwo – nie umarli z wycieńczenia.Tylko błagam, nie wkręcaj sobie teraz, że ty jesteś z natury leniwy, a ci wszyscy ludzie odnoszący sukcesy się tacy po prostu urodzili. Bulszit. Im się nie chce dokładnie tak samo jak tobie. Ale oni działają. Owszem, fajnie sobie czasem powciskać taką bajeczkę. Usprawiedliwiać się cechami których nie możesz zmienić bo już taki jesteś.*

 

 

Ha, ha, ha.

 

 

Więc masz teraz dwie opcje – albo wyśmiać tę bajkę razem ze mną i postawić sobie cele, które zmienią twoje
życie na lepsze, na przekór tych strasznych cech jakimi obdarzyła cię brutalnie matka natura –
albo dalej w nią wierzyć i tkwić w swojej pięknej, aczkolwiek bardzo ograniczonej strefie komfortu.

 

 

Wybór należy do ciebie.

 

 

*Oczywiście uważam, że mamy pewne ograniczenia nie do przeskoczenia, ale jednak w zdecydowanej większości przypadków, sami je sobie stwarzamy.

 

 

 

 

JAK OSIĄGNĄĆ DOWOLNY CEL?

 

 

1. Określ go

 

 

Nie możesz ot tak, ni z gruszki ni z pietruszki wypalić do lustra – oszczędzę sporo pieniędzy, będę milszy dla ludzi, poprawię moje relacje z rodziną, nauczę się grać na gitarze itp. – i po omacku próbować to osiągnąć, albo jeszcze lepiej – czekać na cud. To znaczy – możesz – ale to jest bez sensu, bo już na starcie wiadomo, że to nie wypali. Te cele, które z największym prawdopodobieństwem osiągniesz, musisz bardzo dokładnie określić.

 

Najlepiej rozpisz go według systemu SMART (Specific – skonkretyzowany, Measurable – mierzalny, Achievable – osiągalny, Realistic – realny, Time-bound – z granicą czasową)Przykładowo, jeśli twoim celem byłoby oszczędzenie pieniędzy, określenie celu, mogłoby brzmieć: Na swoje konto oszczędnościowe będę odkładał 10 % z każdego przychodu, przez następny rok. Cel jest konkretny – jasny w przekazie; mierzalny – wiesz dokładnie co masz robić, żeby go osiągnąć i będziesz mógł na bieżąco określać, czy go realizujesz; realny i osiągalny – 10 % jest odsetkiem, na jaki możesz sobie pozwolić; z granicą czasową – wiesz, do kiedy realizujesz swój cel.

 

Widzisz różnicę pomiędzy tak określonym celem, a zwykłym oszczędzę trochę pieniędzy ? Wbrew pozorom, każdy cel – nawet ten, który nie wydaje się być mierzalny – typu – będę spokojniejszy – da się jasno określić. Serio. Uruchom swoją kreatywność.

 

 

2. Monitoruj swoje postępy

 

 

Poświęć zeszyt, notatnik albo chociaż kartkę A4 na każdy swój cel i zapisuj tam wszystko. Zapisz sam cel, zapisz jak go określiłeś, zapisz co i kiedy chcesz w tym tygodniu zrobić, żeby przybliżyć się do jego realizacji. Ponadto regularnie rób krótkie podsumowania, co zrobiłeś, co chciałbyś zrobić lepiej, czego nie zrobiłeś i dlaczego tego nie zrobiłeś, może warto zmienić coś w twojej taktyce?

 

 

3. Określ swoje minimum i maksimum

 

 

Przykładowo – jeśli twoim celem jest – włączyć w życie regularną aktywność fizyczną, nie zapisuj: w tym tygodniu pójdę na siłownię 6 razy. Jasne, że byłoby pięknie, gdybyś tak zrobił i wierzę, że tego bardzo chcesz, ale co z tego. Life is life i nigdy nie wiesz co kiedy ci wyskoczy, jak się będziesz czuł i czy znajomi nie zaproponują ci spontanicznego wypadu na weekend. Proponuję, żebyś zawsze zamiast swojego idealnego scenariusza, zapisywał ten mniej ambitny ale dalej bardzo satysfakcjonujący. Czyli – w tym tygodniu chcę iść na siłownie 3 – 6 razy. To cel osiągalny, wymagający wysiłku, ale nie spędzający snu z powiek. Jeśli pójdziesz tam 5 albo 4 razy, nie będziesz miał poczucia porażki i beznadziejności, a satysfakcję z osiągniętego celu.

 

 

 

 

4. Zejdź na ziemię

 

 

Ustalając sobie jakiś cel – jak już wspomniałam powyżej na przykładzie ambitnego planu przebiegnięcia maratonu po miesiącu treningów – mamy tendencję do idealizowania drogi do jego osiągnięcia. Wydaje nam się, że przez cały następny miesiąc będziemy z uśmiechem na twarzy pokonywać kolejne przeciwności losu. I właśnie w tym momencie, początkowego przypływu energii, zejdź na ziemię. I nie chodzi mi tu o to, żeby nie cieszyć się na swoje plany. Ciesz się, jak najbardziej! Ale nie myśl, że będzie łatwo. Nie będzie. Uświadom sobie, że będziesz musiał toczyć zawziętą walkę z samym sobą. Twój umysł, będzie chciał wykorzystać mnóstwo okazji i świetnych wymówek, do tego żebyś zrezygnował. Ale ty będziesz wtedy czuć, co tak naprawdę chcesz zrobić. I właśnie tym uczuciem się kieruj. Bądź świadomy tego, że takie sytuacje będą miały miejsce i nie daj się zwieść.

 

 

5. Wyłącz tryb wszystko albo nic

 

 

Każdemu zdarza się nie zrobić tego, co się zamierzało. Mi się zdarza, tobie też się zdarza. I podczas osiągania celów długoterminowych też ci się zdarzy. I właśnie wtedy bądź bardzo czujny. To, że parę razy nie zrobiłeś czegoś, co chciałeś zrobić, nie znaczy, że masz całkowicie odpuścić. Niczego nie da się zrobić na 100 %. W ogóle statystycznie większość celów jest realizowanych w 80 %. A nawet jeśli swój zrealizujesz w 40-stu, to co z tego? I tak już będziesz te 40 % do przodu i należy ci się za to wielkie brawo. Odstaw więc swoje zero – jedynkowe spojrzenie daleko w kąt zanim zabierzesz się do realizacji jakiegoś celu, bo w niczym ci ono nie pomoże.

 

 

 

 

6. Miej swoje ‚dlaczego’

 

 

Nawet jeśli określisz swój cel bardzo poprawnie, oprawisz go w ramki, poświęcisz na niego przepiękny zeszyt starannie wybrany w Empiku, określisz swoje cele tygodniowe, minimum, maksimum, nabierzesz dystansu do jego wykonania i wyłączysz czarno – białe okulary – nie gwarantuje ci to sukcesu. Właściwie to sukcesu nie gwarantuje ci nic, ale czynnik kluczowy, ważniejszych od wymienionych w poprzednich punktach, fundament osiągnięcia jakiegokolwiek celu – to mieć swoje dlaczego. Czyli innymi słowy – wiedz po co chcesz zrobić to, co chcesz zrobić. Miej jednak na uwadze, że odpowiedź nie może być błaha. Bądź ze sobą szczery. Chęć musi wypływać w stu procentach z ciebie (a nie, bo to jest modne) i być na tyle mocna, że w trakcie twoich najgorszych momentów po drodze do sukcesu, będzie w stanie przekonać cię, że jednak chcesz to kontynuować. Mimo wszystko. Nie masz swojego dlaczego? – nie zaczynaj.

 

 

7. Ciesz się!

 

 

Nie bez powodu, ten blog nosi nazwę Joy of Change. W całym swoim rozwoju, we wszystkich zmianach, jakie wprowadziłam i dalej w prowadzam – w swoje życie, zdarza mi się zapominać o zwyczajnej radości, z tego co robię. Dlatego chcę  przypomnieć – i tobie i sobie samej – że życie jest piękne i nie ma co marnować go na obsesyjnym skupianiu się na osiąganiu kolejnych celów. Jest to bardzo ważne, ale dużo ważniejsze jest, żebyś czerpał radość z samej drogi do celu.  Ciesz się z najmniejszego sukcesu, z najmniejszej zmiany na lepsze. Ciesz się z porażki, która dała ci ważną lekcję. W końcu większość celów, które chcesz osiągnąć – osiągasz dla siebie – i to właśnie ty będziesz pokonywał kolejne ich  etapy. Spraw by były one dla ciebie jak najprzyjemniejsze, jak najbardziej radosne i jak najzabawniejsze – nawet jeśli miałoby to oznaczać delikatną zmianę planu.

 

 

Trzymam za ciebie bardzo mocno kciuki, 

Kasia

 

 

_______________________________________________________________________________

 

 

Poprzednie artykuły z serii: