Pokochaj się wreszcie! 5 sposobów na budowanie ze sobą dobrych relacji


Rozwój / niedziela, Kwiecień 8th, 2018

 

Czy potrafiłabyś spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie zupełnie szczerze „Kocham Cię i w pełni Cię akceptuję. Wszystkie Twoje wady, zalety – to, że nie zawsze osiągasz swoje cele, to, że nie zawsze masz dobry humor, że nie zawsze wyglądasz świetnie, to że nie zawsze jesz i robisz to, co służy Twojemu zdrowiu, to że nie jesteś idealna, to, że palniesz czasem jakąś głupotę, to że wielu rzeczy dopiero się uczysz i nie jesteś w nich chociaż w połowie tak dobra jakbyś chciała. A mimo to, kocham Cię, bo jesteś najważniejszą osobą w moim życiu” ?

Tak? Nie? A może powyższe zdanie wydało Ci się przesadzone, niepotrzebne i śmieszne? Niezależnie od tego co uważasz na ten temat – budowanie i utrzymywanie ze sobą samą dobrych relacji jest bardzo, ale to bardzo bardzo ważne.

 

Bo ty faktycznie, niezaprzeczalnie, jesteś najważniejszą osobą w swoim życiu.

 

Mimo, że mało kto zastanawia się nad pielęgnacją relacji swojej ze sobą na co dzień (a przynajmniej nie świadomie), tak po prostu jest. Pomyśl o wszystkich ważnych dla Ciebie ludziach, którzy przewinęli się przez Twoje życie odkąd pamiętasz. O przyjaciołach, o partnerach, o bliższej, czy dalszej rodzinie, o złamanym wielokrotnie sercu, o tym jak bardzo byłaś pewna tych ludzi. A może dalej masz z nimi kontakt, ale wasze relacje po prostu uległy zmianie? Zdystansowały się, lub pogłębiły? I oczywiście nie ma w tym nic złego. Człowiek, to bardzo dynamiczna, rozwijająca się istota i to normalne, że czasem mijamy się z bliskimi dla nas ludźmi, dorastając w innych kierunkach. Jakkolwiek by nie było, jest jednak w Twoim życiu jedna stała osoba – a mianowicie ty sama. I niestety/ stety, ale…

…tak długo jak nie będziesz miała ze sobą:

a) dobrego kontaktu,

b) zaufania do swoich działań,

c) sympatii,

tak długo z trudem będzie Ci czerpać z życia to co najlepsze.

 

Już wyjaśniam jak to działa. Przypomnij sobie radosne okresy w Twoim życiu. I nie chodzi mi tu o chwilę, czy dwie uniesień, spowodowane zjedzeniem najpyszniejszej pizzy na świecie (czy w ogóle jakimś zewnętrznym czynnikiem), ale o co najmniej kilka dni budzenia się i zasypiania w skowronkach, poczucia, że możesz wszystko, a nawet jeśli coś nie pójdzie tak jak sobie to wymarzysz – i tak będzie dobrze. Tak po prostu.

Czy pamiętasz, jakie myśli Ci wtedy towarzyszyły? Jestem prawie pewna, że nie wytykałaś sobie każdej porażki (mimo, że na pewno nie wszystko wychodziło Ci perfekcyjnie), nie patrzyłaś w lustro krytykując każdą możliwą część swojego ciała (a podejrzewam, że Twój wygląd nie różnił się specjalnie od normy), ani nie miałaś mętliku w głowie i nie wymyślałaś tysięcy scenariuszy pt. „Co jeszcze może mi pójść źle?”.

 

 

Otóż wyobraź sobie, że to nie jest tak, że najpierw przychodzą skowronki i szczęście, a potem miłość do siebie, ale odwrotnie.

To właśnie dzięki temu, że potrafimy się docenić, sami odpowiednio zmotywować, zamiast zdołować, a także pomóc sobie samemu w problemie, pojawia się szczęście. Grube uda, nagle przestają mieć znaczenie, bo zdajesz sobie sprawę, że jesteś czymś znacznie więcej niż Twój wygląd, kiepskie wyniki zawodowe zamiast porażek, zaczynasz dostrzegać jako pole do popisu i wyzwanie, a problemy w relacjach z najbliższymi, starasz się przeanalizować i z dystansem, bez emocji podejść do nich na spokojnie. Czy nie tak jest?

Pracując więc na co dzień nad szacunkiem i okazywaniem sobie miłości, pracujesz nad całym swoim życiem. A konkretniej…

 

Relacje z innymi

Głęboko wierzę, że to jak traktujemy innych ludzi, odzwierciedla nasz stosunek do siebie w danym momencie. I nie chodzi mi o to, że mamy wszystkich lubić, bo to jest niemożliwe. Ale o empatię, zrozumienie, niezłoszczenie się na kogoś, gdy zrobi coś nie tak. W gruncie rzeczy wszystkie negatywne uczucia, jakie możemy komuś okazać, biorą się z naszego wnętrza. Sama wielokrotnie tego doświadczyłam. W chwilach, gdy skupiam się w swoim życiu na sobie, na tym by zadbać odpowiednio o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne, wszystko inne samo się układa. Ja jestem spokojniejsza, szczęśliwsza, więc i patrzę na świat przez kolorowe okulary, a dzięki temu mam więcej cierpliwości, dystansu i zrozumienia w stosunku do innych. Magia : )

 

Praca, osiąganie celów

Dbanie o siebie, to nie tylko robienie sobie peelingów i maseczek, ale też (a raczej przede wszystkim) dbanie o swój spokój wewnętrzny. A w jaki sposób? A no w taki, by nie odkładać wszystkiego na później, być na bieżąco ze swoimi obowiązkami, dotrzymywać terminów – i to nie tylko w pracy, czy na studiach, gdzie po prostu dostaniemy za to złą ocenę, czy krzywe spojrzenie. Chodzi mi tu również o zobowiązania przed samym sobą, o cele, które sobie wyznaczyliśmy z jakichś powodów, ale i o obowiązki domowe i wszystko inne, czego po prostu nie chce nam się robić. Myślę, że motywacja do pracy, lub nierobienia czegoś, może wypływać z dwóch źródeł. Jedno to nienawiść, a drugie miłość (jakkolwiek platonicznie to nie zabrzmiało). No ale tak po prostu jest. Czasem robimy coś tylko i wyłącznie, bo już tak bardzo nie możemy znieść obecnego stanu, tak bardzo nas wkurza, tak bardzo już rzygamy daną sprawą, że w końcu ją robimy – zwykle na ostatnią chwilę – dostarczając sobie przy tym ogromnej ilości stresu i negatywnych emocji. A druga opcja, która nie wiąże się  z odkładaniem na później, to zrobienie czegoś z myślą Mimo, że nie chce mi się tego robić, zrobię to teraz, bo wiem że jest to dla mnie dobre na dłuższą metę. I faktycznie to robimy. Mimo, że w przypadku pierwszym mamy świadomość, że warto by było dane zadanie wykonać wcześniej, nie robiąc go, krzywdzimy siebie, okazując sobie tym samym brak szacunku.

 

Relacje ze sobą

Okazując sobie w wielu sytuacjach szacunek, nie krzywdząc siebie celowo (bardziej lub mniej świadomie – np. poprzez robienie czegoś co Ci szkodzi psychicznie lub fizycznie) – tworzysz ze sobą coraz lepszy kontakt. Stawiając siebie w swoim życiu na pierwszym miejscu, poznajesz się coraz lepiej. Zdobywasz coraz większe zaufanie do swoich działań, coraz więcej dostrzegasz i doceniasz się coraz bardziej. Po prostu budujesz ze sobą relacje, tak jak z każdą inną osobą, tyle że wreszcie inwestujesz w tą, która przyniesie Ci najwięcej korzyści. Wiem, że może wydawać się to egoistyczne, ale Ty po prostu nie dasz ludziom więcej, niż to czym sama jesteś. Dlatego warto poznawać siebie jak najlepiej, spędzać ze sobą jak najwięcej czasu i rozwijać się – bo im bardziej będziesz to robić, tym więcej będziesz mogła dać z siebie innym (tym lepszą będziesz matką, partnerką, studentką itp.)

 

A waffle in the shape of a heart is displayed at a bright shop in Maybachufer

 

Jak zbudować ze sobą dobrą relacje?

Skoro już ustaliliśmy, że jest to naprawdę must-do jeśli chcesz doświadczać w życiu więcej spokoju i szczęścia, mieć lepsze relacje z innymi, osiągać swoje cele i wiele, wiele więcej – jak to zrobić?! Zanim przeczytasz poniższe punkty, przeczytaj jeszcze raz tytuł tego akapitu. Jak zbudować ze sobą dobrą relację? A nie, jak z dnia na dzień pokochać siebie?, czy jak nic nie robić, a osiągnąć bardzo dużo? Praca nad sobą, to dość twardy orzech do zgryzienia. Możesz użyć wszelkich możliwych narzędzi rozwoju, afirmacji, medytacji itp. i że tak powiem * nic *  z tego mieć. Bo prawdziwa praca, dzieję się w Tobie i będzie wymagała od Ciebie innego rodzaju wysiłku, niż wykonywanie określonych czynności – czyli bardziej przyłapywania się na autodestrukcyjnych schematach myślowych i naprostowywania ich.

 

1. Self-talk – czyli gadaj ze sobą po ludzku

To pierwszy i najważniejszy punkt. Złapałaś się kiedyś nad tym, że mówisz do siebie w myślach same negatywne, dołujące rzeczy? Niestety taką mamy tendencję. Czemu? Bo nigdy nad tym nie pracowaliśmy, to po prostu jeden z negatywnych nawyków, który należy zmienić na pozytywny. Za każdym razem, gdy zaczniesz się w myślach krytykować, czy dołować, bo zrobiłaś coś nie tak, pomyśl o osobie którą kochasz. Czy gdyby jej coś nie poszło, mówiłabyś ale ty jesteś głupia, nic nie potrafisz zrobić, nic ci nie wychodzi, w ogóle bez sensu że cokolwiek próbowałaś osiągnąć, bo i tak z góry było wiadomo jak to się skończy? A gdyby miała gorszy dzień, tydzień, miesiąc i nie wyglądała już tak świetnie jak kiedyś, dołowałabyś ją mówiąc boże, jak mogłaś się tak zapuścić?! od jutra idziesz na głodówkę a potem miesiąc oczyszczania sokami. A jak Ci się nie powiedzie, to będzie znaczyło, że w ogóle do niczego się nie nadajesz. Coś czuję, że nie tak wyglądałaby Twoja rozmowa z przyjaciółką w podobnej sytuacji. Zamiast tego, podniosłabyś ją  na duchu, doceniła, pochwaliła za wszelkie jej starania i usiłowała zmotywować ją do dalszego działania. Tak też rób ze sobą. W głowie, przed lustrem, na papierze – gdziekolwiek.

Photo of Woman Looking at the Mirror

 

2. Nie utożsamiaj się z niczym

Może poprzedni punkt nie był jednak najważniejszy? A może każdy jest najważniejszy? Ten na pewno! Utożsamianie się z tym co robimy, z tym jak wyglądamy, z tym kim jesteśmy z zawodu, z tym co studiujemy, co posiadamy – wiąże się z czerpaniem z tych rzeczy poczucia własnej wartości. I wszystko jest w porządku, dopóki którejś z tych rzeczy nie stracimy. A przecież w życiu wszystko przemija. Nasze ciała się zmieniają, nasza pozycja społeczna się zmienia, nasze poglądy się zmieniają, nasze rodziny się zmieniają, to co posiadamy się zmienia. I co wtedy? Co gdy jesteśmy zbyt przywiązani do danej rzeczy i nagle ją tracimy? BUM! Samoocena i pewność siebie runą jak mury u Kaczmarskiego, bo straciliśmy coś, co według nas świadczyło o tym, że jesteśmy fajni, wartościowi, czy jeszcze inni. Dlatego właśnie tak ważne jest, by nie przywiązywać się zbytnio do tego co robimy, posiadamy, osiągamy, kim w życiu jesteśmy itp. Tylko nie zrozum mnie źle. Ale absolutnie nie chodzi mi tu o to, że nasze sukcesy nic nie znaczą, bo często znaczą bardzo dużo – świadczą o tym, że wykazaliśmy się pracowitością, kreatywnością, nabyliśmy nowe umiejętności itp. Miej zawsze jednak z tyłu głowy, że ty to jesteś ty, jesteś różnymi wersjami siebie w różnym czasie, rozwijasz się w różnych kierunkach, ale zawsze jesteś sobą, a nie tym co robisz, jak wyglądasz, ile masz na koncie itp. Ciesz się z tego wszystkiego i doceniaj jak najbardziej potrafisz, ale nie bierz żadnej z tych rzeczy za pewnik, który Ci się należy, bo tak. A jak to się ma do budowania relacji ze sobą? A no tak, że długodystansowo, umiejscawianie swojej pewności siebie w czymś, co może się zmienić – np. w płaskim brzuchu, nie jest opłacalne, bo to znaczy, że po każdych świętach będziesz przechodzić wielki kryzys osobowości.

 

cash, dollars, hands

 

3. Akceptacja

Co to w ogóle znaczy akceptować? Czy w ogóle da się coś zaakceptować, jeśli ci się to nie podoba? Czy może, żeby się rozwijać, zmieniać na lepsze, żeby pokochać siebie, nie możesz się zaakceptować w chwili obecnej (no bo skoro się zaakceptujesz, to po co to zmieniać)? Po pierwsze, to myślę, że słowo self-acceptance (ang. samoakceptacja), bardzo popularne w języku angielskim, zwłaszcza w temacie miłości do siebie, nie do końca oddaje naszą akceptację po polsku. Ponieważ – przynajmniej mi – akceptacja kojarzy się z czymś dość pozytywnym. I o ile jest to pozytywne zjawisko, niekoniecznie towarzyszy mu euforia. Ponieważ akceptować coś, znaczy to przyjmować takim jakim jest. Dopuszczać do świadomości fakty. Szklanka nie jest ani w połowie pusta ani w połowie pełna. Jest po prostu szklanką z wodą. A konkretniej około 125 ml wody, bo tyle to mniej więcej połowa objętości szklanki. Może zechcesz do niej dolać wody do pełna, bo jesteś bardzo spragniona,  może to dla Ciebie idealna ilość do podlania kilku kwiatków, ale cokolwiek by nie było, fakty pozostają faktami. I o to właśnie chodzi w akceptacji jakiegoś zjawiska, i też w akceptacji siebie. Nie musisz się przekonywać, że coś dobrego wyniknie ze złej rzeczy, nie musisz sobie wmawiać, jak super jest że coś się stało, że jesteś taka jaka jesteś. Ale dopóki nie zaakceptujesz obecnego stanu rzeczy (czyli nie zobaczysz rzeczy takimi jakie są faktycznie) nie będziesz w stanie ich zmienić żyjąc złudzeniami. Bo pół szklanki wody nie ugasi Twojego pragnienia po intensywnym wysiłku, nawet jak nazwiesz ją szklanką prawie pełną.

 

Znalezione obrazy dla zapytania glass half empty

 

4. Szanuj siebie, szanuj swój czas

Najcenniejsza relacja jaką posiadasz to ta ze sobą samą, a najcenniejszym Twoim zasobem jest Twój czas. Doba każdego człowieka ma 24 godziny. (Serio? Taki banał?) Wiem, wiem, wiem, że to banał, ale prawda jest taka, że o ile poprzednie trzy punkty to kwestia pracy w Twojej głowie, to okazując sobie szacunek w codziennych czynnościach, również wzmacniasz swoje więzi ze sobą. Jak? Tak, że kiedy jednak wysilisz się trochę i zmyjesz naczynia przed pójściem spać, żeby rano wejść do czystej kuchni, tak, że nie utrzymujesz kontaktu z toksycznymi ludźmi, tak, że nie odkładasz wszystkiego na ostatnią chwilę, żeby nie musieć stresować się że z niczym nie zdążysz, tak, że słuchasz siebie i swojego ciała, bo masz do niego zaufanie i jesz to co mu służy, tak, że jednak poświęcisz te 3 dodatkowe minuty by zmyć wieczorem makijaż i nasmarować twarz kremem, żeby nie postarzała się o kilka lat w następne parę miesięcy. A kiedy na to wszystko znaleźć czas? Ostatnio zainstalowałam na telefonie aplikację mówiącą ile czasu na nim spędzam i Tobie polecam to samo. Znajdziesz ją TUTAJ. Każda minuta, spędzona w wirtualnym świecie, często kompletnie nic nie wnosząca do naszego życia (bo umówmy się, jesteś w stanie przypomnieć sobie chociaż 1/10 tego co zobaczyłaś wczoraj na Facebooku, czy Instagramie?), mogłaby być poświęcona którejś z powyższych czynności. To w stu procentach Twój wybór. Grunt, by mieć świadomość jego konsekwencji.  Już nie wspomnę o tym, że często social media wpływają tragicznie na nasze poczucie własnej wartości i sprawiają, że zaczynamy jechać po sobie z góry na dół dosłownie za wszystko.

 

fashion, hand, hurry

 

5. Nie podporządkowuj siebie do otoczenia, ale otoczenie do siebie

Tak, zdaję sobie sprawę jak bardzo egoistycznie to zabrzmiało. I nie chodzi mi tu o zgrywanie „ą, ę, nie kiwnę palcem, skaczcie wokół mnie ale bardziej o słuchanie tego, co nam instynkt podpowiada, słuchanie siebie i tego z czym czujemy się dobrze. A co za tym idzie odrzucanie wszelkiego rodzaju podejścia 0-1. Albo robię coś na 200 %, od początku do końca według instrukcji, książkowo, albo w ogóle tego nie robię. I o ile wypróbowanie czyichś wskazówek przez jakiś czas jest okej, to stosowanie się do nich za wszelką cenę, jest bez sensu. Bo każdy z nas jest inny i na każdego co innego działa, dlatego następnym razem, gdy złapiesz fazę na jakiś nowy trend, styl życia, dietę, poradnik książkowy – cokolwiek – nie zamęczaj się tylko po to, by móc powiedzieć zrobiłam to na 100 %, ale okaż sobie i swojej indywidualności szacunek, modyfikując swoje działania pod siebie, pod to co ty czujesz i co Tobie w duszy gra. To co robisz, rób dla siebie – a nie dla innych. Bardzo łatwo jest innym osobom oceniać Twoje zachowanie i dowolnie je krytykować, ale nikt nie zna Cię tak dobrze jak ty sama. Dlatego zaufaj sobie, zaufaj swoim instynktom. Słuchaj rad, jeśli Cię zainteresują, przemyśl je, ale nie sugeruj się nimi zbytnio i nie bój się działać po swojemu, według swoich przekonań i wartości. Bardzo pomocne jest tu zdanie sobie pytania Czy zrobiłabym to/ co bym zrobiła, gdybym wiedziała, że nikt mnie nie będzie oceniał?

 

I to by było chyba na tyle, jeśli chodzi o moje złote rady! Koniecznie daj mi znać co ty myślisz na ten temat? Czy budowanie ze sobą relacji jest dla Ciebie ważne? A może masz na to jakieś ciekawe sposoby? 🙂

Jeśli chcesz poczytać coś więcej w tym temacie, bardzo polecam Ci konto na Instagramie: @recipesforselflove .

 

___________________________________________________________

Zapraszam na fanpage na Facebooku TUTAJ . Oraz na mój profil na Instagramie  : ). A także do zapisania się na newsletter na stronie głównej.

Każde kolejne polubienie, komentarz, czy kliknięcie na stronie to naprawdę ogromna radość, także się nie krępuj!